Jak w temacie. Zastanawiam się nad założeniem lokaty/funduszu dla córki z którego mogłaby skorzystać np. rozpoczynając studia, kupując mieszkanie lub w przypadku innej przyczyny którą ciężko wskazać na dzień dzisiejszy.
Nie chciał bym podpisywać stałego zobowiązania na wiele wiele lat na jakąś konkretną kwotę miesięczną, ponieważ dzisiaj być może kwota np 100 czy 200 zł miesięcznie nie stanowi problemu, ale nie wiem czy np za "x" lat ta kwota nie będzie dla mnie zaporowa.
No właśnie jak to wygląda w umowie, czy jest możliwość w przypadku nieprzewidzianych sytuacji zerwanie umowy bez utraty kapitału oraz zgromadzonych do tego czasu odsetek?
czy można w trakcie trwania umowy zmniejszać deklarowaną kwotę?
czy w ogóle można znaleźc taką lokatę/fundusz do którego wpłacamy przez cały czas tyle ile jesteśmy w stanie (bez kwoty deklarowanej?)
Czy umowę podpisuje się na czas aż dziecko uzyskuje pełnoletność czy też można określić inną ważność?
Czy tylko dziecko ma możliwość podjęcia kapitału razem z odsetkami? czy też zależy od tego kogo w umowie określi się jako uposażonego?
czy rodzic jest z mocy prawa jednym z uposażonych?
Jakie instytucje finansowe możecie polecić? z jakimi macie do czynienia?
Jak wygląda zarządzanie i monitoring finansami takiego programu? czy istnieje możliwość śledzenia on-line takiego konta aby w każdej chwili móc się zalogować i sprawdzić jaki jest stan środków (kapitał+odsetki)?
No i chyba podstawowe pytanie: lokata czy fundusz?
Wszelkie uwagi osób które mają pojęcie w temacie mile widziane. Nawet jeśli nie do końca odpowiadają na moje powyższe pytania (to tylko zarys moich pytań i wątpliwości)
Czy ktoś z Was ma doświadczenia w tej materii?
Powyższy post wyraża jedynie opinię autora w dniu dzisiejszym.
Nie może on służyć przeciwko niemu w dniu jutrzejszym, ani każdym innym następującym po tym terminie.
Nie ponoszę winy za obrażenia psychiczne, jakie możesz odnieść w tym temacie.
Ponadto autor zastrzega sobie prawo zmiany poglądów, bez podawania przyczyny.
Jak możesz (masz zdolność kredytowa) to zrób inaczej.
Kup działkę/plac (raczej nie mieszkanie, bo one raczej tracą na wartości w dłuższej perspektywie).
Zamiast odkładać co miesiąc 200pln będziesz płacić ratę.
Nie jest ważne gdzie kupisz działkę, ale ja bym kupował gdzieś, gdzie jest szansa, że powstanie jakaś zabudowa. Np. w tych okolicach pozamiejskich, w których kierunku rozwija się miasto.
Działka 1000-1500m2 będzie kosztować teraz 30.000-50.000pln.
Potem będzie łatwo sprzedać, bo działki pewnie przez ten czas nie zabudujesz, a jak 20 lat będzie łakomym kąskiem w okolicy która już się rozwinęła.
Jak będziesz mieć kredyt to będziesz bardziej solidnie "odkładać" pieniądze, bo bank będzie mieć bat w ręku. Fundusz po jakimś czasie możesz olać, bo nie będzie tak restrykcyjny jak bank.
kazik4x4, mieszkanie zakupione pod wynajem tez jest rozwiązaniem bo pomimo spadku wartości w perspektywie czasu kredyt sam się splaca a w dodatku jest dodatkowy udokumentowany przychód
piramida, dałem rozwiązanie z działką, bo to jest najtańsze rozwiązanie.
Żeby kupić mieszkanie to musisz mieć:
- 30% wkładu własnego
- zdolność kredytową nie na 200-300pln a na 2000pln
- wydać 300.000pln a nie 30.000pln
A kolega wspomniał o kwocie 200pln/mc.
Poza tym, ciężko będzie znaleźć najemcę, który pokryje całą wysokość raty w wysokosci 1500-2000pln.
A plac gdzieś tam we wsi przy drodze też może wynająć i też mu ktoś jakieś pieniadze zapłaci.
Teraz coraz więcej osób tak robi. Jedyne minusy w porównaniu do funduszy/polis/lokat to takie, że musisz mieć wkład własny i zdolność kredytową.
kazik4x4, biorąc kredyt hipoteczny zazwyczaj nadpłacasz drugie tyle. Żeby wyjść zatem na zero działka musiałaby zdrożeć o 100%. W dodatku w razie problemów finansowych i niepłacenia rat będzie problem.
Druga sprawa to 50 000 PLN za działkę 1000-1500 m to chyba tylko pod mniejszymi miastami. Działki budowlane tej wielkości np. 15-20 km pod Warszawą zaczynają się co najmniej od 250 000 PLN
kazik4x4, biorąc kredyt hipoteczny zazwyczaj nadpłacasz drugie tyle. Żeby wyjść zatem na zero działka musiałaby zdrożeć o 100%. W dodatku w razie problemów finansowych i niepłacenia rat będzie problem.
Druga sprawa to 50 000 PLN za działkę 1000-1500 m to chyba tylko pod mniejszymi miastami. Działki budowlane tej wielkości np. 15-20 km pod Warszawą zaczynają się co najmniej od 250 000 PLN
a) kredyt nadpłacasz? Tak, nadpłacasz, ale fundusze i lokaty żre inflacja i NIE MA ŻADNYCH gwarancji ile te pieniądze będą warte, oraz czy w ogóle fundusz coś zarobi. Ponadto kary za osdtąpienie od funduszu, przepadek kasy jak się odstąpi przed upływem 5 lat... itp.itd.
b) 15-20km od Wawy zaczynają się od 250.000pln?? Zejdź na ziemię. Okolice Wawy to nie tylko Konstancin i Zegrze Spokojnie znajdziesz działki w tej cenie, o jakiej wspomniałem.
Ja tez obstawiam, ze lokata w cos stalego typu wlasnie grunt, to chyba najlepsze rozwiazanie. Lokaty, odsetki to ciagle szukanie, gdzie mnie mniej orzna itd.
A fundusze, wystarczy poczytac co zdarzylo sie z funduszami w USA. To jednak wole ogrodek
Ja mimo wszystko polecił bym konto gdzie oszczędasz co miesiąc po 100-200 zlotych np przez 10-15 lat. Kredyt to slaby pomysł bo jest bardzo drogi i sporo do interesu dolożysz. A jeśli nie chcesz kredytu i konta długoterminowego to też uważam że działka to dobry temat... choć ryzyko zawsze jest bo nie wiadomo na ile w przyszłości będzie warta
kazik4x4, Ja nie powiedziałem że fundusze są lepsze. Mówię, że branie kredytu pod ziemie oznacza zapłacenie za nią 2 razy wyższej ceny więc żeby wyjść na zero cena działki musiałaby wzrosnąć dwukrotnie.
Co do Twoich przykładów działek - za kilka-kilkanaście tysięcy PLN to działki leśne i rolne. Możesz tam co najwyżej posadzić ziemniaki albo iść na grzyby. Nie mają większej wartości i sprzedać coś takiego jest bardzo ciężko. Działki rolne z perspektywą odrolnienia kosztują znacznie więcej i nie masz pewności czy faktycznie zostaną odrolnione. 1000 m działki budowlanej w okolicach Warszawy (do 20 km) to tak jak napisałem od 250 000 PLN. Za 50 000 PLN dostaniesz działkę budowlaną ale jakieś 50 km od Warszawy.
Mówię, że branie kredytu pod ziemie oznacza zapłacenie za nią 2 razy wyższej ceny więc żeby wyjść na zero cena działki musiałaby wzrosnąć dwukrotnie.
.
Ziemia jest ziemia i w perspektywie czasu nie ma możliwości żeby staniała, straciła na wartości.
I według mnie żadna opcja polisowo-funduszowa nie da takiego zwrotu, chyba że będzie to zajebiście szczęśliwy zbieg okoliczności.
Fundusze nie dają absolutnie żadnej gwarancji nie tyle zysku, co nawet utrzymania siły nabywczej pieniądza w stosunku do np. złota.
Czyli to coś takiego jak Amber Gold.
No ale to jest zdanie moje własne i nie zamierzam kogoś namawiać na "zmianę wyznania".
Ziemia jest ziemia i w perspektywie czasu nie ma możliwości żeby staniała, straciła na wartości
zależy jak leży...że się tak wyrażę hihi trzy lata temu kupiełm działkę od kolegi za jakąś tam kwotę, a w chwili obecnej ceny działek lekko mówiąc poleciały na łeb-szyję i gdybym dziś kupował na stępną od tego samego znajomego to cena byłaby o 15k mniejsza :P
no ale w dłuższej perspektywie czasu kazik4x4, ma rację ziemia jest ziemią i generalnie opłaca się lokować w nią kasę :wink:
Ziemia jest ziemia i w perspektywie czasu nie ma możliwości żeby staniała, straciła na wartości
zależy jak leży...że się tak wyrażę hihi trzy lata temu kupiełm działkę od kolegi za jakąś tam kwotę, a w chwili obecnej ceny działek lekko mówiąc poleciały na łeb-szyję i gdybym dziś kupował na stępną od tego samego znajomego to cena byłaby o 15k mniejsza :P
Gdybyś kupił 5 lat temu to byś więcej stracił Lata 2006-2010 w nieruchomościach i budownictwie to był dziki okres boomu cenowo-budowlanego napędzanego przez samych kupujących.
[ Dodano: Sro 03 Lip, 13 11:36 ]
Zamieszczone przez BADYL
no ale w dłuższej perspektywie czasu kazik4x4, ma rację ziemia jest ziemią i generalnie opłaca się lokować w nią kasę :wink:
Poliso/lokato-fundusze za 25 lat będą tyle warte co w dzisiejszych czasach pieniądze wpłacone w latach 70-80 na książeczkę mieszkaniową lub talon samochodowy w Polmozbycie.
Komentarz